.

   www :: brewiarz :: alleluja :: pl

.
.
 3 września 2010 :: http://Alleluja.pl dziś imieniny: Izabeli i Grzegorza
.

ejmail:
tu pisać

księga:
zapraszam

stare 2008:
2008
kwiecień
2007
2006
2005
2004
2003

online: 1

TeKsTy


Kliknij by wejść dalej


Św. OjCiEc PiO


Kliknij by wejść dalej


MoDlItW@


Kliknij by wejść dalej


Archiwum


  • O Duchu Świętym

  • ...
  • Miłość Boża
  • Uroczystości Świąt Bożego Narodzenia



  • .
    13/4/2008
    :: Uwaga uwaga!
    Zapraszam wszystkich na moją nową stronę internetową: http://www.intencje.pl.tl/ w niej to możecie zamieścić wszystkie intencje, w których chcecie abym wraz z braćmi modlił się. Oprócz zapewnienia modlitewnego będą zawarte również ciekawe ankiety,artykuły! ZAPARASZAM!!
    51166 :: godzina 16:41.48
    25/10/2007
    :: Miłość do Boga w ludziach.
    Czy kochał ktoś z nas tak bardzo, że swoje zycie oddał całkowicie? Jezus Chrystus, zrezygnował On z siebie na rzecz mnie i ciebie. Niesamowita rzecz. Winniśmy także oddać siebie na rzecz innych ludzi, by ci poznali, że Chrystus jest Bogiem. Niesamowita sprawa, kiedy dwóch z nas może miłować Boga czystą miłością w innych ludziach. Czy byłeś kiedyś tak bardzo kochanym? Czy potrawiłeś powiedzieć innym, że kochasz w nich Boga? Mało komu udaje się czystą miłością kochać ludzi. Jest to bardzo ważna sprawa. Może warto kochać jak chciałoby się być kochanym, ale nie robić tego by nas kochano, ale robić dlatego by tylko kochać.

    email:brewiarz@gmail.com
    49089 :: godzina 13:47.43
    29/8/2007
    :: Pokora to prawda



    Gdy słyszymy słowo pokora, to nie zawsze mamy dobre skojarzenia, bo wiążemy to ze słowem upokorzenie. A to nie to samo. Pokora to jest prawda, która wyzwala.

    Bardzo często żyjemy złudzeniami na swój temat. Gdy mijają lata, dowiadujemy się coraz więcej o swoich wadach, i często są to ciemne strony, które do tej pory najczęściej zauważaliśmy u innych. Można tu robić dwie rzeczy, albo do śmierci zaprzeczać, że np. jestem egoistą, albo zobaczyć siebie w prawdzie, przyznać się i popatrzeć, co można by było z tym zrobić. Bóg prowadzi nas do pokory i z tego nie zrezygnuje, tak jak nie zabierze miłości do nas. Bogu zależy na naszej pokorze, bo oznacza ona prawdę w dwóch kierunkach: ja wiem, kim je­stem, i wiem, Kim jest mój Bóg. To jest piękne, ale i bolesne, poznawać siebie i poznawać Boga. Życie duchowe ma właśnie biec w tym kierunku: o Mój Boże, jaki jesteś piękny, i jednocześnie: o Mój Boże, jaki ja potrafię być brzydki. Te dwa okrzyki to jest właśnie ta prawda, do której jesteśmy prowadzeni. Niektórzy natomiast uporczywie trzymają się drogi powrot­nej: to ja jestem pod każdym względem w porządku, a inni mają wszystkie wady, Bóg natomiast niewiele się w tym wszystkim liczy.

    Pokora, czyli prawda to jest ulga. Jest Nam dawana od Boga, który mieszka w naszym sercu. Bo przyznać się, że się jest człowiekiem, to wielka ulga, i nie znają jej ci, co za wszelką cenę chcą być bogami. Gdy człowiek już wie, że jest nieprawdziwy, to bardzo się męczy. Męczy się wszystkim, a najbardziej sobą. Bo jest kimś innym. Prawda, która polega tylko na odkryciu własnej słabości, to jeszcze nie pokora, lecz przed­smak piekła. Dopiero przychodzący Bóg tę przykrą prawdę nasyca Swoją miłością, i człowiek pięknieje, choć sam tego jeszcze nie widzi, i nie umie się jeszcze tym cieszyć.

    Prawda o sobie jest pewnym dnem. My mamy się od tego dna odbijać codziennie, a jest to trudne. Odbicie się od dna to jest wejście w modli­twę. Ja staję przed Bogiem taki, jaki jestem, po prostu nędzny. Ktoś, kto już wie, że jest nędzny, a się nie modli, zaczyna niszczyć, to znaczy postępować według swojej świeżo odkrytej nędzy. Myśli, że tak już musi być, że ma pozostać nędzny. Niszczy siebie, innych. Mówi: ja tak robię, bo już taki jestem. To jest dosyć wygodne, ale jednak unieszczęśliwiające. A Ktoś, stwarzając nas, chciał naszego szczęścia.

    Dlatego w odkrywaniu nędzy trzeba się modlić. Jak dobrze, że jest Bóg, bo przed ludźmi nieraz trudno stanąć i powiedzieć: właśnie życie pokazało mi, jaki jestem podły, ale chciałbym, żebyś mnie dalej kochał, jeśli ktoś ma takiego przyjaciela, to wspaniale, jednak nawet taki ktoś nie ma mocy wyciągnąć nas z grzechu i zaleczyć ranę. Dlatego na pierw­szym miejscu mamy z naszą nędzą iść do Boga. Cała Biblia jest o Jego nieskończonym miłosierdziu. Kto tego jeszcze nie wyczytał i nie doświad­czył, to jeszcze najlepsze przed nim.

    Pokora to prawda. Bóg i tylko On nam ją podaje porcjami. Miłuje nas i daje nam małe porcje, bo byśmy może nie unieśli wszystkiego. Dlatego, gdy zdarzy nam się odkryć trochę, lub dużo własnego zła, to warto tak sobie pomyśleć: o, Bóg podał mi z miłością część prawdy o mnie. Cho­dzi o to, by Pana Boga nie stracić z oczu, a to jest bardzo potrzebne, gdy martwimy się sami sobą.

    Pokora to zwyczajność

    Ludzie pokorni to ludzie zwyczajni. Jesteśmy nieraz kimś zachwyce­ni, a potem mówimy, że jest w nim jakaś prostota, zwyczajność, że on właściwie nic nadzwyczajnego nie robi, po prostu jest, ale jego "jest" już nam wystarczy. Bóg każdemu dał jakieś ciało, jakieś talenty i jakieś krzy­że. Droga pokory i świętości prowadzi nas do odkrycia w nas samych tego wszystkiego, co umieścił w nas Bóg. Gdy już to odkrywamy, to teraz przydałoby się to zaakceptować i coś z tym zrobić. Zwyczajni prości ludzie starają się służyć. Jest to bardzo proste: służyć tym, co się ma, nawet, jeśli ma się niewiele.

    To, co nas często uderza, to właśnie ta zwy­czajna miłość, okazywana w najprostszych sytuacjach, a nie ta rozdmu­chana, pokazana sto razy w telewizji i pochwalona. Miłość pokorna to ta, która czeka na pochwałę tylko od Boga. My się czegoś takiego trochę boimy: tego, że nasze życie może upłynąć zwyczajnie. To nam się koja­rzy z bylejakością, szarością. A to nie musi tak być. Nasza wielkość i wspaniałość życia może się ujawnić w zwykłych warunkach, tylko mamy te zwykłe warunki wykorzystać do okazywania miłości.

    Pokora to radość

    Może już nieraz spotkaliśmy na naszej drodze kogoś, kto wiele w ży­ciu osiągnął, a nie był szczęśliwy. A może też dane nam było spotkać osobę chorą, albo taką, którą spotkało jakieś nieszczęście, a ona nie roz­paczała, lecz miała w sobie głęboki pokój i radość. Gdzie tu logika? Jak to zrozumieć? Ktoś ma powody do radości, a nie ma samej radości. Ktoś inny ma powody do smutku, a nie ma smutku.

    Bóg chce naszej radości. Wcześniej powiedzieliśmy, że Bóg chce, abyśmy byli pokorni. Czy to się da połączyć? Jak najbardziej. Bo dla człowieka pokora i radość mają to samo źródło, a jest nim miłość Boża. Ktoś, kto jest pyszny przypomina człowieka obła­dowanego. Idzie przez życie i dźwiga. Dźwiga swoją dobrą opinię, na którą cały czas pracuje. Dźwiga swoje wyobrażenia o sobie, swoje sukcesy i szczegółowe plany na przyszłość. Ponieważ to wszystko wydaje mu się ważne, to staje się niewiarygodnie ciężkie. Taki człowiek cały czas czegoś musi pilnować, żeby mu nie spadło z pleców. Nie ma radości życia, ani nie zauważa piękna przyrody, może być też tak, że ma obok siebie kogoś, kto go kocha, ale on i tak nie potrafi tego zauważyć i się cieszyć. Całą swoją energię skupił na swoich bogactwach. Staje się coraz bardziej zmę­czony i smutny. Ponieważ nie widzi innych, którzy go kochają, po jakimś czasie nie zauważa również siebie. Liczy się już tylko bagaż.

    Natomiast człowiek pokorny podobny jest do dziecka, które idzie przez życie i czuje, że ciągle życie dostaje w prezencie. Każdy dzień jest pełen cudowności, i jest on pełen zachwytu i wdzięczności. Nie trzyma się kurczowo siebie, swoich sukcesów i planów. Bóg jest nad nim jak świecące słońce, życiodajne źródło, które ożywia wszystko i wszystkich. Taki ktoś robi, co do niego w życiu należy i cieszy się i dziękuje Bogu, że mógł dzisiaj zrobić jakąś małą rzecz. Bo całe jego życie składa się z ma­łych dobrych rzeczy. "Gdybyś był pokorny, nie troszczyłbyś się wcale o siebie. Bo i czemu? Zajmowałbyś się Bogiem i Jego wolą i obiektywnym porządkiem rzeczy i wartości. Nie potrzebowałbyś już bronić żadnych złudzeń. Miałbyś swo­bodę ruchów. Człowiek pokorny może tworzyć wielkie dzieła w sposób niezwykle doskonały, bo nie zajmują go już żadne sprawy uboczne, jak na przykład własne korzyści i własna sława, a więc nie potrzebuje zuży­wać sił na ich obronę. Bo człowiek pokorny nie boi się, że mu się coś nie uda. W istocie nie boi się niczego, nawet samego siebie, ponieważ doskonała pokora zawiera w sobie doskonałą ufność w moc Bożą, wobec której inna władza nie ma żadnego znaczenia i dla której nie istnieją żadne przeszkody. Pokora jest najpewniejszą oznaką siły" (T. Merton).

    Pokora to powracanie

    Gdy się pokłócimy z bliską osobą, to chcemy go zostawić i odejść. Wychodzimy. Oddalamy się. Potem przychodzi moment zastanowienia. Powracamy. Wyciągamy rękę. Czujemy, że gdy byliśmy daleko, to czuli­śmy się źle. W gruncie rzeczy chcieliśmy być blisko. Ten moment zasta­nowienia i powrotu jest najpiękniejszą chwilą życia. Jest chwilą pięknej pokory. Tak było z synem marnotrawnym, który w swojej pysze zabrał majątek ojcu i odszedł. Wiele mogła go kosztować decyzja powrotu i przyznania się do głupiej decyzji. Ale być może ten powrót, ten moment bardziej zmie­nił jego duszę niż wszystkie inne. Najbardziej zbliżył go do pokory.

    W taki sposób można odejść od najbliższych, od Boga, od siebie sa­mego. Można oddalić się od każdego dobra, które wydaje nam się już nieatrakcyjne, lub za bardzo wymagające.

    Właśnie w takich momentach naszym przekleństwem staje się pycha i chora ambicja. Czujemy, że powinniśmy już wrócić, już się przekonali­śmy, że grzech nas zwiódł, a teraz zaczyna nas niszczyć. Ale nie mamy siły rozpocząć odwrotu. Uważamy, że się poniżymy, że nas ktoś wyśmie­je. Tu rozpoczyna się błogosławieństwo pokory. Wystarczy jej małe zia­renko, wracamy, rozpoczynamy na nowo. Podejmujemy dobro, które opuściliśmy. Próbujemy się z kimś pojednać. Idziemy do spowiedzi. W sercu na nowo rodzi się pokój. Kto nie ma pokory, temu o wiele ciężej jest wracać do domu.

    Jest to więc nie tylko nasze zadanie, ale też wielki, uszczęśliwiający dar. Dzięki niemu wielu ludzi odbudowuje swoje zrujnowane życie. Dzięki pokorze Bóg prowadzi nas w kierunku, w którym szczęście jest możliwe.

    48252 :: godzina 15:09.50
    10/8/2007
    :: Wywiad z klerykiem.
    Ktoś jakiś czas temu zadał mi pytanie, jak to jest z celibatem w życiu młodego alumna?
    Ciekawe pytanie. Nie wiedziałem jak na nie odpowiedzieć. W końcu byłem klerykiem od niedawna. W dniu dzisiejszym, po różnego rodzaju doświadczeniach chce odpowiedzieć na to pytanie sam sobie i tym, których teraz to interesuje.
    Celibat w życiu młodego kleryka jest już obecny od momentu kiedy zgłasza sie on do seminarium. Tak! Ludzie myślą, że dopiero po święceniach. Jest to jednak błędna opinia. Dlaczego? Ponieważ ktoś kto zgłasza się do seminarium duchownego nie może mieć dziewczyny. Co to za przygotowanie do kapłaństwa jeśli prowadzi się podwójne życie?
    Po tym czasie spędzonym w seminarium uważam, ze celibat nie ogranicza się tylko do stosunku do kobiet. Jest też on postawą zajmowaną przez ludzi powołanych wobec otaczającego świata. Tak np. moja postawa względem braci kleryków też jest objęta celibatem. Polega na postawie otwartości na każdego człowieka. Często można zaobserwować, że ludzie zamykają się na innych. Przykładem jest jedna z grup przy parafii którą znałem. Nikt z zewnątrz nie był przyjmowany do środowiska tej zbiorowości. Dlaczego? Tworzyli koło wzajemnej adoracji. W celibacie nie może być miejsca na takie zachowania. Trzeba, jest to wymagane by być zawsze gotowym na przyjęcie drugiego człowieka. Łamany jest celibat wtedy już, kiedy kapłan i kleryk nie pozwalają osobom trzecim wejść na drogę która przecina jego życie.

    Pytania do kleryków można przesyłać na brewiarz@gmail.com
    Pozdrawiam!
    P.Z
    47973 :: godzina 15:22.06
    10/8/2007
    :: :-)
    ,,Chciałbym, żebyście wszyscy mówili językami''. / 1 Kor 14, 5 /

    A jednak, a priori, to ,,mówienie językami'' dziwi. Często budzi uśmiech, a nawet zgorszenie.

    Św. Paweł na pewno mówi z doświadczenia, gdy zwraca się do Koryntian: ,,Kiedy się przeto zgromadzi cały Kościół i wszyscy poczną korzystać z daru języków, a wejdą podczas tego ludzie prości oraz poganie, czyż nie powiedzą, że szalejecie ?''/ 1 Kor 14, 23 /. Św. Paweł wie jednak dobrze, ,,że to..., co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi'' /1 Kor 1, 25/.

    Wielu ludzi doznało takiego doświadczenia: ten dar, ten charyzmat, który być może także u nich wywoływał uśmiech, a nawet nieco ich drażnił, gdy podczas wspólnych modlitw obecni zaczynali go używać, nauczyli się stopniowo rozpoznawać jako potężny środek do budowania ,,wewnętrznego człowieka'', bo ,,ten, kto mówi językiem buduje siebie''. /1 Kor 14, 4 /.
    47971 :: godzina 9:30.54

    :: dalej :-)